Kazanie na Święto Niepodległości

Publikujemy treść kazania, wygłoszonego 11 XI 2018 r. w naszej parafii.

Pełna treść kazania: Kazanie 11 XI 2018

Załączniki:

Pieśń do Ziemi Naszej

Pieśń Konfederatów Barskich

Dekalog Polaka

Dekalog Polaka w formie obrazka

Dekalog Polaka i Pieśń Konfederatów Barskich jako plakat

 

 

 

Drodzy Bracia i Siostry!

Piękne usłyszeliśmy dzisiaj Słowo Boże. Jako kapłan zobowiązany jestem połamać to Słowo jak chleb, byśmy wspólnie mogli się nim nakarmić. Ale czy godzi się łamać Słowo Boże wbrew Słowu Bożemu? Czyż nie powiedział Bóg do Ojców naszych na Górze Synaj: „Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył i dobrze ci się powodziło”? A czyż mamy większą matkę, po Matce Bożej, niż nasza Ojczyzna? I czy mamy ojca, po Bogu Ojcu, większego niż ta ziemia, krwią nasiąknięta, na której wyrośliśmy? Dlatego, Bracia i Siostry, chociaż nie kościelne, a państwowe dziś Święto, Słowo Boże i moje serce nakazuje mi myśl ku tej naszej Ojczyźnie przede wszystkim skierować. Cyprian Kamil Norwid jeszcze przed powstaniem styczniowym pisał w „Pieśni do ziemi naszej”:

Tam, gdzie ostatnia świeci szubienica,
Tam jest mój środek dziś – tam ma stolica,
    Tam jest mój gród.
Od wschodu: mądrość-kłamstwa i ciemnota,
Karności harap lub samotrzask ze złota,
    Trąd, jad i brud.
Na zachód: kłamstwo-wiedzy i błyskotność,
Formalizm prawdy – wnętrzna bez-istotność,
    A pycha pych!
Na północ: Zachód z Wschodem w zespoleniu,
A na południe: nadzieja w zwątpieniu
    O złości złych!

Tak odczuwał Polskę, której nie było na mapie za jego życia. Ziemie nieustannie ściśnięte i rozdarte między wschodem i zachodem… A jednak ziemie nie należące do wschodu ani zachodu, ziemie i naród tak odrębny od jednego i drugiego. I pomimo przemocy wschodu i zachodu naród wciąż walczący o bycie… i będący sobą.

Kiedy w latach 90-tych wyjeżdżałem często za granicę z rodzicami, głównie do Francji, pamiętam jak nieswojo czuliśmy się za granicą. Jak skrzętnie staraliśmy się ukryć naszą tożsamość. Jak gdyby bycie Polakiem było czymś, czego należy się wstydzić. Dziś wstydzę się tego wstydu. We własnych oczach byliśmy „prostymi ludźmi, zacofanymi cywilizacyjnie, nie znającymi wielkiego świata”. Wiem, że nie tylko wtedy, także i teraz tak wielu z naszych rodaków odczuwa podobnie. Że Polska jest krajem zacofańców. Patrząc na ten fenomen zadaje sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego bycie Polakiem, dlaczego odwoływanie się do Polskości ma być czymś co we współczesnym świecie jest… godne politowania? Śmieszne? Zaściankowe? Jest skansenem? Dlaczego bycie potomkiem narodu, którego kultura w pewnym momencie oddziaływała od Rzymu aż po Krym, narodu który był w Europie prekursorem tolerancji, otwartości, wielokulturowości; narodu ludzi dzielnych, gościnnych i szczerych, ma być czymś, czego należy się wstydzić? Dlaczego fascynująca jest kultura Ameryki ze swoją „wolnością”, kultura Indyjska ze swymi „pseudoreligiami”, kultura zachodnia, kultura afrykańska, japońska; każda… ale nie Polska? Przynajmniej dla tak wielu z nas?

We Francji jest powiedzenie „być pijanym jak Polak”. To świadectwo o Polaku ciągle pijanym idzie za Polakami, gdziekolwiek są na świecie. Być może tego się wstydzimy. A być może w naszych duszach tkwi wciąż ten sam: duch pyszny i hulaszczy, który Polskim magnatom, gdy udawali się do Rzymu na audiencje u Papieża, kazał u koni przy karocach kuć kopyta złotymi podkowami? I potem prosty lud rzymski, zbierając te złote podkowy, które Polskie konie gubiły, plotkował o bogactwach i rozrzutności Polaków. A ten sam duch pyszny i hulaszczy… czy nie pcha nas do rozrzutności, marnotrawstwa i głupich zabaw? Młodzież pisze w swoich profilach, że są zatrudnieni w  „Szlachta nie pracuje”. Być może tego się wstydzimy. Ale co  w związku z tym? Mamy teraz siedzieć i narzekać? Norwid pisze dalej:

Więc – mamże oczy zakryć i paść twarzą,
Wołając: „Kopyt niech mię grady zmażą,
    Jak pierwo-traw!”
Lub – mamże barki wyrzucać do góry
Za lada gwiazdką ze złotymi pióry –
    Za sny nieść jaw?

Więc w związku z naszymi wadami narodowymi mamy się siebie wstydzić? I szukać sobie innej Ojczyzny na wschodzie lub od zachodu przyjmować „złote ochłapy”? Nie! Pomimo naszych wad narodowych, skłonności do pijaństwa, rozrzutności, rozwiązłości, nieposłuszeństwa i lekkomyślności nie mamy powodu wstydzić się z bycia Polakami. Za bowiem zbyt wielką cenę krwi naszych przodków zostaliśmy nabyci! I zbyt wzniosła jest kultura Polska, zbyt potężny jest Polski dorobek i godność oraz honor tych, co byli przed nami, byśmy się teraz bezczelnie do nich odwracali plecami, na wschód czy zachód!

Polska pewnie nigdy nie stworzyła doskonałego systemu państwowości. Ale to właśnie Króla Polskiego Jana III Sobieskiego legat Papieża Innocentego IX i poseł Cesarza Leopolda prosi o pomoc, by ochronić Europę przed Islamem. Zwycięstwo niezwyciężonej jazdy Polskiej, która po całonocnym marszu szturmem rozbija armię turecką, pokazuje, że Polskę pokonać może jedynie… ona sama. I dzieje się to przez kolejne sto lat od Wiktorii Wiedeńskiej. Polska zjada samą siebie.

W roku 1717 powstaje masoneria. Czy to przypadek, że też od tego roku Rosja sprawuje, z czasem coraz brutalniejszą, kuratelę nad Polską? W 1764 r. Rosja narzuca na tron Polski swojego kandydata, Stanisława Poniatowskiego. Wobec siłą wprowadzanych reform i wkroczenia w 1767 r. wojsk rosyjskich do Polski, w 1768 r. zawiązuje się w Barze na Podolu konfederacja w obronie wiary katolickiej, suwerenności kraju i przeciw kurateli rosyjskiej nad Polską. Konfederacja, mająca charakter powstań narodowych rozsianych na prawie całym obszarze Rzeczypospolitej, trwa cztery lata. Ostatecznie w 1772 r. Rosjanie wzywając na pomoc Prusaków i Austriaków, pacyfikują powstanie, dokonując rozbioru Rzeczypospolitej. Konfederacja jest pokonana, ale jej dziedzictwo duchowe odciśnie niezatarte piętno na duszach naszych ojców.

Jednym z konfederatów barskich jest Kazimierz Pułaski. Odważny, zakochany w Polsce. Obrońca Okopów Trójcy Świętej, bohater spod Słonina i wielu innych bitew. Podczas obrony Częstochowy Rosjanie nazywali go „Hulaszczykiem”, bo podczas nocnych wypadów niszczył ich sprzęt… i morale. Oficer Rosyjski tak pisał o nim do Carycy: „W Hulaszczyka wstępuje chyba duch husarskich przodków, nie można go pokonać, żadna kula się go nie ima”. Ostatecznie pada ofiarą nikczemnego spisku i oskarżony fałszywie o próbę zabicia króla musi uciekać z kraju. Po rozbiorze wydany jest na niego wyrok śmierci. Jako ten, o którym chodzą pogłoski królobójcy nie jest nigdzie w Europie przyjęty. Człowiek honoru, przeganiany jest jak pies. Dopiero znajduje swoje miejsce w Ameryce, gdzie bierze udział w wojnie o niepodległość. Nazywany jest ojcem amerykańskiej kawalerii. W bitwie pod Brandywine ratuje życie Jerzego Waszyngtona. Ginie w 1779 r. na obcej ziemi, pod Savannah. Jest bohaterem narodowym Ameryki. Jego imieniem są nazywane miejscowości, place, okręty, a w niektórych stanach czci się jego urodziny. Doceniony za morzem, a szkalowany w kraju. Kochający Polskę, która zdaje się go nie chcieć. Ale ta Polska, która go nie chce, już nie jest Polską.

Drugim bohaterem czczonym w Ameryce jest Tadeusz Kościuszko. Absolwent Korpusu Kadetów Szkoły Rycerskiej, gdzie był wyróżniającym się uczniem, po zawirowaniach dziejowych ostatecznie został przyjęty na inżyniera armii amerykańskiej. Tam, dzięki zdobytemu wykształceniu, okazał się geniuszem wojskowym. Ostatecznie 1883 r. został za zasługi awansowany na generała brygady. Wobec całego kongresu Jerzy Waszyngton odpiął szablę i wręczając ją Kościuszce miał powiedzieć: „przy Pana zasługach i szlachetności nie jestem godzien jej nosić”. Wraz z tym aktem otrzymał nadanie ziemskie i znaczną sumę pieniędzy. Te dobra przeznaczył na wykupienie z niewoli sporej grupy czarnoskórych niewolników, nie tylko dając im wolność zewnętrzną, ale też wewnętrzną; każdemu bowiem opłacił wykształcenie. Wiedział bowiem dobrze, że wykształcenie daje prawdziwą wolność. Podczas pobytu w Filadelfii odwiedził go indiański wódz, któremu Kościuszko podarował parę pistoletów, pokazując, jak użyć ich przeciwko „każdemu, który chciałby podbić twój lud”.

Bez grosza przy duszy wraca do Polski. Po pięciu latach spokojnego życia otrzymuje nominacje na generała majora wojsk koronnych. Jest to czas sejmu czteroletniego. W 1791 r., 3 maja zostaje uchwalona Konstytucja i wydaje się, że oto właśnie Polska na nowo wraca do sił. Król jest z narodem. W odpowiedzi wojsko rosyjskie wkracza na teren Polski. W wojnie Kościuszko odpiera przeważające siły wroga i staje się sławny. Za bitwę pod Zielenicami otrzymuje od króla specjalnie ustanowiony na tę okazję order Virtuti Militari. Zatrzymuje Rosjan na linii Bugu. I tu rozdziera mu serce wiadomość o zdradzie króla.

Oto bowiem grupa zdrajców, magnatów polskich, zawiera w targowicy porozumienie. Nazywając Konstytucje 3 maja „spiskiem” i „rewolucją”, proszą Carycę Katarzynę, by przywróciła wolność, ład i porządek w Rzeczypospolitej. Konstytucję, która odbierała im wpływy, czyniąc wolnymi chłopów i mieszczan, nazywają: „tyranią” i „despotyzmem”. Król, który jest chwiejny jak chorągiewka, ulega i przystępuje do targowicy. Wojna z Rosją zostaje przerwana. Kościuszko musi uciekać z kraju. Rozbiór, przed którym podobno targowica miała ochronić i tak się dokonuje. Dlatego więc w 1794 wraca do kraju i organizując powstanie, 24 marca przysięga na rynku Krakowskim:

Ja, Tadeusz Kościuszko, przysięgam w obliczu Boga całemu Narodowi Polskiemu,
iż powierzonej mi władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyję, lecz jedynie jej dla obrony całości granic, odzyskania samodzielności Narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać będę. Tak mi Panie Boże dopomóż i niewinna Męka Syna Twego.

Prowadzi powstanie zgodnie ze swoimi przekonaniami, uwłaszczając chłopów i dając im prawo do walki za siebie i za ojczyznę. Oto prosty lud chłopski walczy za kraj, którego wyrzekli się magnaci, sprzedając ojczyznę wrogowi. Powstanie, mimo licznych zwycięstw i niezwykłego męstwa powstańców upada. Kościuszko w niewoli spędza dwa lata. Zmuszony jest do złożenia przysięgi na wierność Carowi. Jest to cena za uwolnienie 20.000 Polaków z więzień i łagrów. Wyjeżdża na zachód i pracując dla Ojczyzny na emigracji umiera w nędzy.

Jego towarzyszem walk i niedoli był bratanek króla: książę Józef Poniatowski. Razem z Kościuszką odznaczony za bitwę pod Zielenicami orderem Virtuti Militari. Na wieść o zdradzie króla odsyła mu ordery i odznaczenia. Podobnie jak Kościuszko wyjeżdża z kraju. W czasie insurekcji Kościuszkowskiej król, który formalnie znów zmienił front i przyłączył się do powstania, ubłagał bratanka, by ten wrócił do kraju. Wobec pokrewieństwa z pogardzanym królem trudno mu jednak było zaangażować się w powstanie. Bronił Warszawy przed Prusakami. Ostatecznie, po rozbiorach, osiadł w Warszawie, w „Pałacu pod Blachą”, zapewne topiąc w hulaszczym stylu życia gorycz utraty ojczyzny.

O nieszczęsna Ojczyzna! Ci którzy najwięcej mówili o jej wolności i suwerenności byli tak naprawdę jej zdrajcami. I pod płaszczykiem troski o wolność i dobrobyt zabezpieczali tylko swoje interesy. A ci którzy ją kochali byli nazywani zdrajcami. Wyklinani, szkalowani. Z kolei ci, którzy mieli jej pomóc, traktowali jej synów jak owce na ubój. Sam książę Józef Poniatowski się o tym przekonał. Kiedy otrząsnął się po czasach hulanki, wobec perspektywy pomocy ze strony Napoleona, okazał się być skutecznym dowódcą. Stanął wpierw na czele milicji miejskiej Warszawy i po wygnaniu z niej Prusaków zorganizował i poprowadził wojska Polskie do zwycięskiej wojny z Austrią. Wsławił się męstwem w oczach żołnierzy, ale także samego Napoleona.

Jak łatwo jednak wykorzystywać tych, którzy z miłości dla Ojczyzny poświęcili wszystko! Gdy w 1813 r. w bitwie z Prusakami pod Lipskiem książę Józef zabezpieczał odwrót armii francuskiej, wysadzono przedwcześnie most. Książe został porzucony, uwięziony między rzeką, a wrogiem. Proponowano mu, aby poddał się, lub aby na prywatnej łódce ewakuował się na drugi brzeg. Ten jednak odmówił porzucenia żołnierzy, mówiąc: „Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu go tylko oddam”. Rzucił się w rzekę, gdzie dosięgły go kule francuskie, omyłkowo wystrzelone. Zginą od sojuszniczych kul, wykorzystany i porzucony na pastwę losu.

Czy wobec takich przejawów męstwa, honoru, odwagi i wiary wolno nam wstydzić się bycia Polakami? Nie wolno! A przy tym nie wolno nam oddzielać polskości od katolicyzmu! Byli o tym doskonale przekonani konfederaci barscy i wszyscy Ci, którzy później, czerpiąc z ich duchowego dziedzictwa, walczyli o wolność Ojczyzny w licznych powstaniach. Juliusz Słowacki wkłada w usta Konfederatów pieśń, swoisty hymn, będący manifestem miłości do Boga i Ojczyzny. Wiedząc bowiem, że to właśnie niemoralne układy z wrogiem (zwane dziś potocznie „uprawianiem polityki”), rozmiękczanie moralności, oddalenie się od Boga czyni naród słabym i zniewolonym, pisał On:

Nigdy z królami nie będziem w aljansach,
Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi;
Bo u Chrystusa my na ordynansach —
Słudzy Maryi!

Wobec sprzedawania się i Ojczyzny obcym wpływom, których był świadkiem i które znał z historii, przypomina nam Juliusz Słowacki, że służba Ojczyźnie jest służbą Bogu. I właśnie przez to, że jesteśmy chrześcijanami, jesteśmy także Polakami! I skoro od Chrystusa czerpiemy życie na każdej Mszy świętej, a Jego Matkę Maryję darował On nam za swoją Matkę, to tym bardziej będąc sługami Boga, mamy być sługami naszej Matki Ziemskiej – Ojczyzny! Nie można czynić zła, aby wynikło z niego dobro! I nie można wyzbywać się moralności dla dobra Ojczyzny. Każdy kto tak czyni jest zdrajcą, chociażby mu się nawet wydawało, że czyni to dla dobra kraju. Zapomina bowiem, że nawet jeśli osiągnie się krótkotrwałe, doczesne korzyści, to i tak ze wszystkiego zdać trzeba będzie sprawę Bogu. I to będzie tylko trwałe, co Bóg chce, by przetrwało. Łatwo wpaść w wilczą jamę pokusy krótkotrwałych, doczesnych korzyści. Pisze więc dalej Słowacki:

Więc nie wpadniemy w żadną wilczą jamę,
Nie uklękniemy przed mocarzy władzą;
Wiedząc, że nawet grobowce nas same
Bogu oddadzą.

Doskonale rozumiał to „dyktator” Powstania Styczniowego, Romuald Traugutt. Ten żyjący Ewangelią mąż stanu prowadził powstanie przeciwko Rosji, nie dla własnych korzyści. Ale oddał wszystko, co kochał, także i życie na ołtarzu Ojczyzny. Nigdy nie dał złamać swojej moralności i honoru. Czystością obyczajów, słów i wiary wyróżnia się nawet wśród największych bohaterów narodowych. W jednym z listów pisał to, czym sam żył w pełni: „U nas władza nie jest uosobieniem ambicji, ale aktem poświęcenia, a to co głosimy nie jest piękną tylko i czczą formą, ale wynikiem naszych przekonań, prac i trudów całego życia, pojęciem tak stałem i niezłomnem, że za nie w każdej chwili też życie dać jesteśmy gotowi i co dzień je narażamy”. O jego wielkości i czystości jego duszy, poświęconej Bogu i Ojczyźnie, świadczy m.in. scena, która miała dokonać się przed Jego egzekucją w cytadeli. Oficer Rosyjski przyszedł i spytał, czy ma jakieś ostatnie życzenie. Na co Traugutt miał odpowiedzieć: „Mam takie jedno, nieco dziwne, ale skazańcowi się nie odmawia. Chciałbym uścisnąć w panu Moskala”. Uściskał go serdecznie. Płakał potem ów oficer. Przed cytadelą w dniu jego egzekucji zgromadziły się tłumy, przekonane wprost o jego świętości. Prymas Wyszyński, gorący zwolennik beatyfikacji Traugutta, powie potem: „Będziemy się modlili o jego uczczenie publiczne – jeśli taka jest wola Boża – jako patrona Narodu polskiego, gdyż nauczył nas wiązać miłość Ojczyzny z miłością Boga i służyć Ojczyźnie po Bożemu”.

Traugutt jest odbiciem tego, na jakie wyżyny wznieśli się Ci, którzy walczyli o wolność w Powstaniu Styczniowym. Ta czystość ideałów,  wiary, zaufanie Bogu i przekonanie, że nie można iść na kompromis ze złem; a więc wartości, które naród nosił w sobie od czasów Konfederacji Barskiej, sprawiła, że stała się możliwa odbudowa na nowo Ojczyzny. Nie ma wątpliwości, że to dzięki wpływowi myśli i ideałów Powstania Styczniowego, nasza Ojczyzna w 1918 r. na nowo stała się.

Czy wolno więc nam wstydzić się Polskości? Czy wolno nam nie znać naszej historii i naszych ojców? Czy nasi ojcowie, jak Traugutt cieszyliby się, widząc nas dziś wolnymi politycznie, ale zniewolonymi wewnętrznie i kulturowo? Czy wolno nam bez wyrzutów sumienia odwracać się do nich plecami? Absolutnie nie wolno!

Co więc możemy czynić dla naszej Ojczyzny i jak Jej służyć? W dzisiejszej Ewangelii Jezus nie pochwala magnaterii żydowskiej, tych którzy wiele czynią, ale na pokaz. Pochwala ubogą wdowę, która Bogu wszystko oddała. I także dziś nasza Ojczyzna nie potrzebuje wielkich akcji i tych, którzy trąbią o zatroskaniu o jej dobro. Potrzebuje nas, każdego dnia ofiarowujących Ojczyźnie nasze „dwa pieniążki” miłości do Niej! Jak możemy to czynić? Patrzmy na naszych bohaterów, a oni nam odpowiedzą jak!

Pułaski, niespokojny duch, obecny wszędzie tam, gdzie mógł coś uczynić dla dobra swojej Ojczyzny, jej wolności; bądź wolności innych narodów. Patrząc na niego nie wolno nam wpadać w postawę obojętności wobec losów i polityki kraju. Owszem, mały mamy wpływ na to, co dzieje się z całym krajem. Ale nasze „dwa pieniążki” to nieobojętność na to, co dzieje się u nas. Tutaj. Na terenie kaplicy, w parku kościelnym, w naszej gminie. Czy jest ta nasza gmina dobrze zarządzana? Czy inicjatywy są dobre, budujące, czy może szkodliwe? Czym nasiąkają nasze dzieci w szkole i poza nią. Patrzeć, co mogę uczynić… i czynić to.

Kościuszko doskonale rozumiał, że wykształcenie jest niezbędne do wolności. Czas najwyższy skończyć z powszechnym w naszym kraju obrażaniem i deprecjonowaniem nauczycieli. Owszem, system edukacji boryka się z istotowymi problemami, na które w większości nie mamy wpływu. Ale nasze „dwa pieniążki” to: uczyć bezwzględnego szacunku do nauczyciela, chociażby nawet był nieudolny. Nie dajmy się omamić głupim pomysłom, jakoby szkoła czy zadania domowe godziły w swobody obywatelskie! Nie powtarzajmy nierozsądnego hasła „a do czego mi się to w życiu przyda”. Przestańmy walczyć ze szkołą i nauczycielami. Wprost przeciwnie, naszym małym staraniem przywróćmy temu zawodowi należny szacunek! W imię prawdziwej wolności naszych dzieci nie uczmy je lenistwa!

Książe Józef Poniatowski i historia jego rodziny uczy nas, jak bardzo trzeba być czujnym, by nie dać się oszukać zdrajcom Ojczyzny. Jak bardzo wystrzegać się musimy ludzi dwulicowych, nazywających czarne białym, cynicznych i tuszujących prawdę. Ten sam język, którego zdrajcy używali wtedy, używają i dzisiaj. I tak jak wtedy, tak i dzisiaj tak łatwo wpaść w pułapkę ich oszustwa. Niech bohaterski Książe uczy nas także codziennych „dwóch pieniążków”: szacunku do drugiego człowieka i jego słabości. Bo nie wiemy, jaka moc może tkwić w tym, kogo dzisiaj wyśmiewamy. I jak bardzo ten, który upadł, może się podnieść.

Traugutt zaś pokazuje nam, że nie ma miłości do Ojczyzny bez miłości do Boga. Że te miłości nie są sobie przeciwstawne, ale są jedną i tą samą miłością. I jedna bez drugiej nie istnieje. Kto kocha Ojczyznę, ten zgina kolana przed Bogiem. Wrzucajmy więc do Bożej skarbony te „dwa pieniążki” codziennej modlitwy. Modlitwy osobistej. I modlitwy wspólnej – z żoną, mężem, dziećmi. Uczmy dzieci zginać kolana przed Bogiem, aby potem nie zginały ich przed przemocą tego świata!

I wreszcie: kochajmy wszystko, co Polska dała światu. Postaci takie, jak: Chopin, Moniuszko, Paderewski, św. Faustyna Kowalska czy św. papież Jan Paweł II pokazują nam, jak bardzo dumni możemy być z tego, że jesteśmy Polakami. Niech zainspirują nas słowa Dekalogu Polaka, autorstwa Zofii Kossak, które mamy przed oczami dziś w kaplicy:

…Jam jest Polska, Ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z której wzrosłeś. Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz. 

  1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.
  2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.
  3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.
  4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.
  5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.
  6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.
  7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.
  8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.
  9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.
  10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.

 Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.

Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.